Zdecydowanie nie jest bezpieczny. Dobrze opisał to Ken Wilber by daleko nie szukać. Chodzi mianowicie o błąd pre-trans. Sprowadza się to w istocie do tego, iż dla nas, pogrążonych w ignorancji poszukiwaczy, zejście w doł na drabinie ewolucji świadomości jest trudno rozróżnialne od wejścia w góre.
Chodzi mianowicie o utożsamianie się. Większość z nas jest zapewne na etapie utożsamienia się z czymś. “Duszą”, “ja”, “pustką”. Z czymś. Taki jest nasz etap rozwoju. Gdzieś szukamy naszego źródła. Wiemy też iż to nas ograniczna. Chcemy wyjść poza jednostkowe “bycie” i zanurzyć się w Jedności. Pozbyć się granicy pomiędzy ja a resztą świata.
Owa chęć zerwania utożsamiania się, ma swe naturalne źródło w naszej pierwotnej naturze, która nas wzywa. Jednakże w zależności od tego co wypełnia nasz umysł możemy owo wołanie się różnie słyszeć, różnie interpretować i różnie projektować co w efekcie daje nasze różne działania. W tym działania związane z rozwojem duchowym.
W szczególności możemy np. odkryć metodę zerwania utożsamiania się poprzez jego rozwiązanie. Wtedy znikamy. Okołoemocjonalne efekty powrotu z owego zniknięcia (bo samego bycia zniknionym nie jesteśmy świadomi) mogą być niezła jazdą i mogą zdawać się niezwykłym osiągnieciem. Podczas gdy tak naprawdę odkryślimy metodę na cofnięcie się do jednego ze stadiów rozwoju naszego umysłu. Cofamy się do niemowlęctwa. Rzeczywiście, rozwojowe.
Z drugiej stony jest jednak odkrycie czegoś innego: przekroczenie utożsamiania się. Pełne uświadomienie sobie jego uwarunkowanej natury. TO przekroczenie jest wejściem na wyższy poziom rozwoju świadomości. Poziom w którym znika nasze przywiązanie do utożsamiania się. Nie znika jednak samo utożsamienie. Jesteśmy ale nas nie ma. Niewyrażalne w konwencjonalny sposób. Oświecenie inaczej. Nirwana w buddyzmie.
Dwie drogi z jednego punktu. Jedna cofa. Drugia rozwija. Niestety wielu trafia na tą pierwszą i nazywa to rozwojem duchowym, new age itp. Dużo cierpienia po czasie. Bardzo smutne.
Sam ruch w przód również niestety jest niebezpieczny. Otoż droga od przywiązania się do uwarunkowania do jego przekroczenia również nie musi być prosta. Zależy jak się komu trafi. Istnieje coś takiego jak zjawisko zagubienia w dharmie. Po chrześcijańsku byłaby to ciemna dolina lez z jednego z psalmów. Wpadają w to osoby, które zrozumiały i częściowo doświadczyły uwarunkowanej natury wszelkich przyjemności ale nie potrafią przekroczyć uwarunkowanej natury zjawisk nieprzyjemnych. Boją się w z nimi zmierzyć i tkwią w smutnym stanie w którym nie potrafią się cieszyć z radości ziemskich ani nie czują radości wyzwolenia. Dużo cierpienia. Bardzo smutne.
Ewolucja. Wszystkiego. Również świadomości. Rzeczywistość uwarunkowana samoreguluje się poprzez określone prawa. Nie są to wyłącznie prawa fizyki. Są to prawa psychologii, socjologii jak i prawa związane z rozwojem świadomości. Tym samym da się określić prawa rozwoju świadomości. Najpełniej ze źródeł jakie znam zrobił to Ken Wilber.
Więc po pierwszym założeniu iż ewolucja istnieje zawsze przychodzi drugie: kieruje się ona określonymi prawami. Te prawa też się zmieniają bo na każdym stopniu rozwoju są już inne co do szczegółu. One ewoluują wraz ze świadomością by ostatecznie wszystko osiągnęło Jedność.
I teraz niebezpieczeństwa. Jeśli zamodelować rozwój duchowy (rozwój świadomości) w jakiś określony sposób (np. integralne podejście wilbera tudzież koło zen) to można zauważyć pewne prawidła, które ułatwiają rozwój duchowy. Oczywiście z pamięcią iż to wszystko jest tylko modelem rzeczywistości a nie rzeczywistością, palcem a nie księżycem. Otóż owa prawidłowość jest następująca:
1) Przed wejściem na danym poziom biegniemy przez życie niejako z ciężarkami na nogach. Zmiana poziomy to zdjęciem tych ciężarków. Nagle jest łatwiej.
2) Zaczynamy się rozglądać po nowym poziomie. Poznajemy go. Ma on swoje zalety ale i zagrożenia. Zagrożenia są dwojakie: powodujące zejście niżej lub ugrzęźniecie na danym poziomie na długo (czyli zatrzymanie ewolucji). Owe zagrożenia mają różną naturę: przyjemną lub nieprzyjemną.
Przykład A:
Przyjemną naturę mają np. samatha jhany, czyli stany wysokiej koncentracji. Osiągnąwszy je, człowiekowi może wydawać się iż osiągnął oświecenie. Są pełne euforii, nieskończonej przestrzeni itp. I może się nich zatrzymać. Ot co.
3) Zarówno Wibler jak i nauczyciele zen podkreślają iż brama prowadząca na wyższy poziom zawsze wymaga zmierzenia się z zagrożeniami danego stanu. Trzeba je przekroczyć, rozpoznać ich naturę. Jeśli się tego nie wie, można po prostu zatrzymać się w rozwoju lub cofnąć.
I po to pisze o zagrożeniach: by mieć świadomość, by je rozpoznawać, by poznawać i dzięki temu poznaniu się rozwijać.
Oczywiście można zadać mi pytanie dlaczego uważam iż trzeba się rozwijać i każdy stan ostatecznie przekraczać, dlaczego nie można np. sobie pozostać w czwartej samatha jhanie do śmierci. Otóż można. Nic na siłę. Ja tylko przedstawiam pogląd mój, który w tej sprawie jest zbieżny z buddyzmem. A ja i buddyzm jesteśmy w kwestii rozwoju duchowego ekstremistami: jeśli zaczynasz to dokończ, jeśli nie zamierzasz skończyć to lepiej nie zaczynaj. Dlaczego? Bo dużo zamieszania tylko.
Listopad 15, 2010 o 4:13 pm |
“Boja się w z nimi zmierzyć i tkwią w smutnym stanie w którym nie potrafią się cieszyć z radości ziemskich ani nie czują radości wyzwolenia.” – w następnym zdaniu jest błąd ort.
Wydawało mi się iż buddyzm jest raczej droga środka niż ekstremizmem.
Listopad 18, 2010 o 2:32 pm |
Określenie ekstremizm w tych tekście należy odczytywać razem z kontekstem czyli “jak zaczniesz to skończ”. Nie pamiętam już u którego nauczyciela to słyszałem.